Burlikowski - co robi niegdyś prężny menedżer piłkarski w PZPN?

Polecamy Burlikowski - co robi niegdyś prężny menedżer piłkarski w PZPN?

Piotr Burlikowski pół roku temu znalazł zatrudnienie jako doradca prezesa do spraw sportu w PZPN. Obejmując posadę w związku, „Burlik” zadeklarował, że postara się nie zawieść pokładanego w nim wielkiego zaufania ze strony Zbigniewa Bońka.

Czym więc przez sześć miesięcy pracy wykazał się 47-letni działacz, który w przeszłości był agentem piłkarskim i dyrektorem sportowym w Koronie Kielce, Arce Gdynia, Zawiszy Bydgoszcz, Cracovii i Zagłębiu Lubin? Listy osiągnięć niegdyś prężnego menedżera w strukturach PZPN próżno szukać choćby na oficjalnych stronach internetowych związku - pzpn.pl i laczynaspilka.pl. Nie sposób znaleźć też jakichkolwiek artykułów prasowych, dotyczących działalności Burlikowskiego w PZPN. Ostatnie wpisy w internecie pochodzą z grudnia 2016 roku i informują, iż „Burlik” niespodziewanie opuścił stanowisko dyrektora sportowego w Zagłębiu Lubin i podejmie o 1 stycznia pracę w PZPN w roli doradcy prezesa Bońka.

Czyżby robota za około 15 tysięcy złotych miesięcznie była aż tak konspiracyjna, że jej efekty są skrzętnie przez związkowe portale i media PZPN-owskiego nurtu skrywane?

Przed zatrudnieniem Burlikowskiego w PZPN za sport, czyli także i piłkę nożną odpowiadało w związku co najmniej trzech działaczy - dyrektor sportowy Stefan Majewski i dwóch jego zastępców Dariusz Pasieka i Bogdan Basałaj oraz z tuzin trenerów reprezentacji różnych kategorii wiekowych. „Burlik” został doradcą od sportu prezesa PZPN, a przecież wiadomo, że nikt na sporcie nie zna się tak dobrze, jak obecny sternik polskiej piłki. Po co mu więc doradca do spraw sportu? Przecież już na odległość śmierdzi to obłudną fikcją.

Brak wymiernych efektów pracy Burlikowskiego w PZPN, a także mocno płynna pozycja doradcy budzi uzasadnione wątpliwości, co do roli, jaką niegdyś prężny menedżer odgrywać ma u boku prezesa Bońka.

Związki Burlikowskiego z Bońkiem sięgają kilkunastu lat wstecz.

- Zawsze dziwiło mnie, czemu Zbyszek dzwoni do mnie przed meczami reprezentacji i prosi, bym odłożył kilka VIP-owskich zaproszeń dla Burlikowskiego. Czemu tak na tym Zbyszkowi zależało? - nie daje to spokoju byłemu sekretarzowi generalnemu PZPN, Zdzisławowi Kręcinie.

„Burlik” w tak zwanym środowisku piłkarskim przedstawiał się jako daleka rodzina Bońka. Obaj pochodzą z Bydgoszczy, więc jakieś koligacje mogą mieć. Nie jest też żadną tajemnicą, że gdy „Zibi” bawił się w menedżerkę i zajmował transferowaniem zawodników z południa Europy do Polski i w drugą stronę, korzystał przy tym z pomocy Burlikowskiego. Jako agent czy dyrektor sportowy w klubach ekstraklasowych „Burlik” mógł umieszczać piłkarzy w zespołach czy pośredniczyć przy transferach bez konieczności wyświetlenia zleceniodawcy.

Ta ścisła, familijna wręcz, nić porozumienia działała też w drugą stronę. Nazwisko „Boniek” i bliska znajomość z wybitnym polskim piłkarzem, a potem działaczem, otwierała „Burlikowi” drzwi do niemal każdego pracodawcy - w Cracovii i Zagłębiu Lubin protektorat „Zibiego” przydał się bezwzględnie.

Burlikowski, z niespecjalnie cichym wsparciem prezesa PZPN, mógł w tych klubach wręcz góry przenosić. Nie odbijało się to jednak specjalnie na wynikach (z jednym lubińskim wyjątkiem, kiedy Zagłębie wzmocnione zakupami ze stemplem „Burlika” w sezonie 2015/16 zajęło 3. miejsce w Ekstraklasie i zagrało w kwalifikacjach Ligi Europy). Piotr odpłacił się Zbyszkowi w czasie kampanii wyborczej PZPN, skutecznie rozbijając i niwelując opozycję Bońka w klubach Ekstraklasy (Lubin jako jedyny klub Ekstraklasy zagłosował za zmianami statutowymi na lutowym zjeździe PZPN w 2016 roku, mającymi zapewnić „Zibiemu” łatwiejszą reelekcję i dożywotnie kierowanie związkiem).

W połowie 2016 roku Burlikowski, chwalony przez władze zakładowego klubu KGHM, przedłużył o 2 lata dyrektorską umowę z Zagłębiem. Niespodziewanie jednak pół roku od przedłużenia kontraktu, „Burlik” w grudniu 2016 pożegnał się z lubińskim klubem. Co było przyczyną tak nagłego rozstania z klubem i czemu akurat Boniek podał tonącemu Burlikowi pomocną dłoń i natychmiast zatrudnił go na ciepłej posadce w PZPN?

Władze Zagłębia Lubin nie wydały żadnego oficjalnego oświadczenia w sprawie powodów rozwiązania umowy o pracę z rzutkim dyrektorem. Czy prawdą jest, że nie zrobiły tego tylko dlatego, aby chronić dobre imię spółki skarbu państwa i nie wzbudzać niepotrzebnych sensacji?

W tak zwanym środowisku krążą plotki o złapaniu na gorącym uczynku, próbie naciągnięcia spółki skarbu państwa na półmilionowy transfer szkockiego zawodnika, powoływaniu się przy tym na koneksje i znajomości z ludźmi ze świecznika. To są tylko domysły, które nie znalazły potwierdzenia w faktach. Faktem natomiast jest błyskawiczna przeprowadzka z Lubina do PZPN, dla dobra polskiej piłki w rzeczy samej, przy której jednak pewien niesmak pozostał.

E. Nowak