PZPN Travel w Czarnogórze plus zaszczany "bombardier" w lobby barze

Polecamy PZPN Travel w Czarnogórze plus zaszczany "bombardier" w lobby barze

Oj, działo się w Podgoricy, działo. Tym razem nie tylko na boisku w meczu kwalifikacji mistrzostw świata 2018 Czarnogóra - Polska (1:2), lecz także w tak zwanych kuluarach. Zresztą dzieje się tam praktycznie na każdym wyjeździe oraz u siebie, tyle że szef departamentu Komunikacji, mediów i Marketingu PZPN, Janusz Basałaj dba o to, aby nic zdrożnego, niekontrolowanego nie przedostało się środków masowego przekazu i opinia publiczna karmiona była wyłącznie, nomen omen, ciepłym wizerunkiem PZPN (wyjątek konrolowane, czy wręcz inspirowane info o tak zwanej aferze dywanowej, czy jak kto woli alkoholowej w Double Tree by Hilton Warsaw).

Tym razem Basałajowi nie udało się, niestety, uszczelnić niekontrolowanego wycieku info z Hiltona w Podgoricy, gdzie zakwaterowana była polska ekipa przed meczem z Czarnogórą z całą rzeszą zaproszonych, ma się rozumieć na koszt PZPN, działaczy z tak zwanego terenu, czyli członków zarządu związku oraz przyjaciół królika, czyli prezesa Zbigniewa Bońka.

W hotelowym lobby barze popijawa była niezgorsza, whisky lało się strumieniami, skoro jeden z prominentnych oficjeli PZPN, znany niegdyś wybitny zawodnik nie wytrzymał parcia i popuścił w spodnie. Zresztą zdarzyło mu się to nie pierwszy już raz - znany jest bowiem jeszcze z czasów kariery zawodniczej czy trenerskiej z chlania bez opamiętania, urywania się mu filmów, kilkudniowych ciągów oraz zniknięć.

Obecnie, przy prezesie Bońku pełni zaszczytną funkcję i jakoś nie przeszkadza „Zibiemu”, dbającemu o nieskazitelny wizerunek związku, iż ów jegomość kilkakrotnie wdał się w głośną awanturę. Lata więc z kadrą ten delikwent i leje... nie tylko w spodnie.

W Podgoricy niewiele brakowało, a pobiłby jednego z działaczy z Zachodniopomorskiego, od wiceprezesa PZPN, dawnego nomen omen posła "Samoobrony", Jana "Hydraulika" Bednarka.

Kipiał więc ten bałkański kociołek, nie tylko na stadionie Pod Goricom, z którego aktywnie czerpali związkowi działacze, bo przecież, było co w Czarnogórze świętować.

Na Bałkany prezes Boniek zabrał potężny sztab delikwentów, tak gdzieś około 25. Zabrakło w nim jedynie paru „baronów” i członków zarządu. Do Podgoricy nie polecieli między innymi prezes Górnika Łęczna, Artur Kapelko, którego kilkakrotnie skreślano już z listy wyjazdowej, za nieposłuszeństwo wobec „Zibiego” (zagłosowanie na zeszłorocznym zjeździe statutowym PZPN przeciwko proponowanym przez Bońka zmianom w przepisach, mającym ułatwić mu wybór na kolejną kadencję) i sam nawet zrezygnował z kolejnego ubiegania się o włączenie do delegacji, prezes Opolskiego ZPN, Tomasz Grabowski, który dał rekomendację na zjazd wyborczy PZPN przeciwnikowi Bońka - Józefowi Wojciechowskiemu, prezes Świętokrzyskiego PZPN, Mirosław Malinowski, który musiał dopilnować zorganizowanie poniedziałkowego meczu młodzieżówek Polska - Czechy (1:2) w Kielcach, prezes Małopolskiego Ryszard Niemiec, który akurat nie lubi latać, co przy wieku 78 lat jest zupełnie zrozumiałe oraz prezes Podkarpackiego ZPN, senator „Solidarnej Polski” z Wiązownicy pod Jarosławem, Mieczysław Golba, który akurat latać uwielbia, ale od Bońka zaproszenia do samolotu na mecz z Czarnogórą tym razem nie dostał, mimo że na pokładzie było tym razem aż 15 miejsc wolnych.

Zamiast wysłużonych działaczy Boniek zaprosił między innymi nieśmiertelnego piosenkarza Wojciecha Gąssowskiego, chyba tylko po to, aby „Zibiemu” zanucił do snu „Gdzie się podziały tamte prywatki, bum, bum” i komentatora Canal+Sport, Tomasza Smokowskiego, ale bez kamery, więc trudno oczekiwać, by powstała pod okiem „Smoka” druga część filmu dokumentalnego „W kadrze”, 15 lat po Mundialu w Korei Południowej i Japonii.

O, dziwo, w gronie tak zwanych przyjaciół kadry nie było personalnego, czyli Andrzeja Persona, byłego senatora PO, który towarzyszył kadrze za czasów prezesury Bońka w zasadzie podczas każdego wyjazdu. Być może absencja personalnego wynikała z jego golfowych obowiązków, a może po prostu ex-senator z Włocławka uznał wypad do Czarnogóry za niezbyt atrakcyjny.

Zamiast przedstawiciela PO w fan-klubie kadry pod egidą Bońka znalazło się natomiast miejsce dla wysłannika PiS, wiceministra sportu i turystyki. Polityczny bilans w piłkarskiej delegacji do Podgoricy wyszedł więc na 1:0.

Prezes PZPN mógł więc bałkański travel zapisać po stronie plusów, gdyby nie ten jeden jedyny zaszczany minus.