Koń jaki jest każdy widzi, czyli opłakany obraz polskiej piłki po występie w Pucharze Bońka, czyli MME 2017

Polecamy Koń jaki jest każdy widzi, czyli opłakany obraz polskiej piłki po występie w Pucharze Bońka, czyli MME 2017

Koń jaki jest, każdy widzi. Jaki jest, nomen omen, stan polskiej piłki na tak zwany dzień dzisiejszy, obnażył właśnie Puchar Bońka, zwany inaczej młodzieżowymi mistrzostwami Europy do lat 21, a konkretnie występ „oczka w głowie prezesa PZPN” - młodzieżowej reprezentacji Polski pod wodzą „cudownego (nie mylić z cudacznego) dziecka polskiej szkoły trenerów”. Marcina Dorny.

Jeden punkt i to wywalczony w doliczonym czasie gry z wątpliwego rzutu karnego to tragikomiczny bilans ścisłego zaplecza polskiej kadry w turnieju, do którego przez bite dwa lata jakże pieczołowicie przygotowywał się bez mała cały bońkowy PZPN z 20-osobowym sztabem młodzieżówki. Efekt tych przygotowań – trzeba to sobie jasno i wyraźnie powiedzieć – ZEROWY!

Nawet 40 osób w tak zwanym sztabie szkoleniowym Dorny nie dałoby rady właściwie przyszykować młodzieżówki do imprezy, koronującej całą pozerską i pozorancką, słowem „picerską” działalność obecnego prezesa PZPN. Ilość nie zawsze bowiem przechodzi w jakość. Nie da się przykryć karygodnych błędów i niedostatków w szkoleniu, braku jakiejkolwiek wizji i projektu rozwoju, merytorycznego dziadostwa i udawanej troski o całokształt polskiej piłki, nieustannym zwiększeniem zasobów ludzkich i ciągłym podkręcaniem PR-u, czyli nawiązywaniem do najgorszych wzorców PZPR-owskiej propagandy sukcesu. I tak w końcu okaże się i właśnie się okazało, że król jest nagi, a rozdmuchany ponad granicę nieprzyzwoitości balon PZPN to tylko kolos na glinianych nogach i cała ta bońkowa agitacja jest gówno warta.

Polscy kibice łudzili się, że wraz ze zmianą prezesa PZPN w 2012 roku, nastąpią gruntowne zmiany w polskiej piłce. Owszem, zmieniła się fasada, ale jądro ciemności pozostało to samo. Ktoś zapyta, czym się różni obecny prezes od poprzednika? Równanie narzuca się samo: Boniek = Lato+. Tym plusem jest dla obecnego sternika polskiej skopanej supersnajper Bayernu Monachium Robert Lewandowski, któremu selekcjoner Adam Nawałka powierzył i było to jego największe dotychczas osiągnięcie w pracy trenerskiej opaskę kapitana reprezentacji Polski. „Lewy” wziął na swoje barki odpowiedzialność za drużynę narodową i ciągnie ten wózek ponad miarę już bodaj czwarty rok, na którym wiezie się cała uchachana ekipa Bońka.

Pytanie tylko, co po Lewandowskim? Bo przecież kapitan wiecznie grać w piłkę nie będzie?

MME 2017 w Polsce unaoczniły niezbicie, że po „Lewym” czeka naszą skopaną spalona ziemia. I paradoksalnie był to najlepszy objaw odbycia Pucharu Bońka. Przynajmniej już wiemy, czego w najbliższym czasie możemy się w polskiej piłce spodziewać.

Jacek Kmiecik